6 kwi 2010

Dziady


Na wiejskim cmentarzu w białoruskim, dalekim interiorze. Lipiec 2003.

DZIADY, obchodzone w czwartek po Wielkanocy.
Jak pisze Zygmunt Gloger w „Encyklopedii Staropolskiej”:
„Dziady, stary zwyczaj ludowy, zawdzięczający swój niepospolity rozgłos Mickiewiczowi, który użył jego nazwy za tytuł do genjalnego swojego utworu. Uważamy też za rzecz najsłuszniejszą przytoczyć własne słowa wieszcza, które dał jako wyjaśnienie przy pierwszem wydaniu „Dziadów”. Jest to – mówi poeta – nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków.
Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz). W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnemi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo święci Dziady tajemnie, w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. (…) Dziady nasze mają to szczególne, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewaniem przynosi się ulgę duszom czyśćcowym. Cel tak poważny, święta, miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne, przemawiały niegdyś silnie do mojej wyobraźni; słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach, powracających z prośbami lub przestrogami, a we wszystkich zmyśleniach można było dostrzedz pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane”. (…). Marja Rodziewiczówna w wydanym przez nas „Roku Polskim” (Warszawa r. 1900) prześlicznie opisała czwartek powielkanocny, czyli dziady wiosenne, t. j. „Nawski dzień”, w którym lud nad Prypecią i Muchawcem niesie resztki święconego na groby rodzinne i ucztuje niby wspólnie z duchami zmarłych na ich mogiłach. Starożytny ten zwyczaj, lubo zupełnie przekształcony, przechował się dotąd przy mogile Krakusa w Krakowie pod nazwą „Rękawki”.”

Ponownie na wiejskim cmentarzu w białoruskim, dalekim interiorze. Lipiec 2003.

Przy temacie przodków będących już w Zaświatach, pradawnego zwyczaju z tym związanego oraz białoruskich, dalekich terenów, warto wspomnieć o PRYKLADACH.

Pryklady to tradycyjne nagrobki na Polesiu w formie surowych lub trochę ociosanych kłód drewnianych, położonych wzdłuż na grobach. Wykonywano je z najtrwalszych gatunków drewna, na niektórych pozostawiono część konaru sterczącą ku górze. Kłody są zawsze proporcjonalne do wzrostu pochowanego człowieka. Krzyże nagrobne albo stoją obok kłody, albo są w nią wbite, albo są wyrzeźbione z zachowanego na kłodzie konaru, stanowiąc z nią jedną całość.

Pryklady można jeszcze znaleźć na cmentarzach we wsiach: Pare, położonej na południe od Pińska, prawie przy granicy z Ukrainą; Biżerewicze, leżącej na zachód od Pińska; Makawa, 4 km na wschód od Lusino; Chatyniczy, 15 km na zachód od Lusinio (Lusino - wieś między Gostyninem i Hancewiczami)





12 mar 2010

Jaskinia Kryształowa. Krzywcze, Ukraina.



Jest to udostępniona turystycznie jedna z jaskiń na ukraińskim Podolu. Dla nas jest ogromnie ciekawa, ponieważ nie mamy w Polsce takich. Korytarze tej jaskini powstały w gipsie, którego kryształy tworzą na ścianach wzory ze szklistych soczewek, układając się w niezwykłą mozaikę.
Do zwiedzania udostępnione są 2 z 22 km korytarzy jaskini. Tworzą one prawdziwy labirynt o ścianach, w których jak w witrażu tkwią wygładzone przez wodę soczewki kryształów gipsu, błyszcząc w świetle latarek.

Po dotarciu pod zamknięte na kłódkę wrota do jaskini,  udaliśmy się do pobliskiej miejscowości Krzywcze, aby znaną metodą "koniec języka za przewodnika" znaleźć kogoś, kto otworzy drzwi. Metoda jak zawsze okazała się skuteczna, i po chwili byliśmy pod domem bardzo sympatycznej pani przewodnik, która obiecała pojawić się z kluczami :)
Za jakiś czas pod jaskinię dotarli też inni Polacy, jakaś wycieczka ukraińska i z godnie z obietnicą pani przewodnik. Zaczęliśmy spacer po niezwykłym świecie, ja z moim towarzyszem nieustannie zostawaliśmy z tyłu, aby robić zdjęcia.

Było to bardzo dawno temu, w 2003 roku, a więc fotograficznie w innej epoce. Zdjęcia robiłam aparatem typu kompakt, na kliszy, po czym po powrocie pracowicie je skanowałam z negatywu. Teraz mój smartfon wykonuje lepsze zdjęcia. W każdym razie robiłam, co mogłam i umiałam, aby zachować w fotograficznej formie ten zaczarowany świat.





7 lut 2010

Henna i indygo

Celtyckie indygo




  • Juliusz Cezar w czasie podboju Europy pisał, że Brytowie barwią ciało na niebiesko rośliną zwaną urzet - barwierski, co uwydatnia straszny wygląd podczas walki.
  • Zachowały się przekazy, że w 60 r. Boudicca, królowa jednego z brytyjskich pemion celtyckich, Icenów, poprowadziła wojsko do walki z Rzymianami nago, umalowana (wytatuowana?) jedynie niebieskim barwnikiem.
  • We wspomnieniach Rzymian po podboju Wysp Brytyjskich znajdują się zapiski, że tamtejsze kobiety malowały (tatuowały?) swoje ciała niebieskim (indygo) barwnikiem nie tylko do walki.
  • Mnich Jordanes (VI w.) zostawił informację, że Bałtowie malowali (tatuowali?) ciała niebieskim (indygo) barwnikiem.
  • Zachowane w starych tekstach zapisy mówią, że rośliną, za pomocą której Celtowie malowali na ciele wzory, był urzet barwierski. Niestety nie wiemy, w jaki sposób Celtowie przygotowywali farbę do malowania na skórze lub tatuażu.

12 kwi 2006

Góra Krzyży. Szawle, Litwa.



Na Żmudzi (Litwa), 10 km na północ od miejscowości Szawle, znajduje się Góra Krzyży.

Prezentuje się ona raczej nieoczekiwanie na tle sporej równiny, rozciągającej się znacznie dalej niż to, co pokazuje zdjęcie. Idąc od parkingu, mijamy stragany z pamiątkami, a następnie ścieżką, wzdłuż której prowadzą nas już krzyże, dochodzimy pod usiany nimi pagórek.


Jego zaskakujące istnienie w tym miejscu ma swój powód - badania archeologiczne odkryły w nim dawny kurhan.
W kronikach można ponadto znaleźć informację, że w średniowieczu stała tu niewielka warownia. Później na jej miejscu postawiono kapliczkę.
Kiedy postawiono pierwsze krzyże - nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że po powstaniach: listopadowym i styczniowym, ich liczba znacznie wzrosła. Od tego czasu zwyczaj przynoszenia krzyży stawał się coraz powszechniejszy. Przynoszono je, aby podziękować za szczęśliwe zdarzenia, aby uczcić ważne wydarzenia i prosząc o pomoc w trudnych momentach życia. Przynoszono je w czasie wojny i po wojnie. Przynosili je również Litwini powracający z zesłania, aby podziękować za uratowanie życia i pomyślny powrót do domu.
W czasach ZSRR władze wielokrotnie usiłowały to miejsce unicestwić, lecz za każdym razem krzyże powracały na Górę. Nie przyniosło trwałego rezultatu ani ich spalenie i połamanie, ani też użycie buldożerów i spychaczy dla większej skuteczności. Po każdym takim zdarzeniu krzyże wyrastały z powrotem. W tamtych czasach trwale udało się zasypać jedynie "święte źródełko" na górze i trwale zniszczyć ekosystem pobliskiej rzeczki Kulpe.

Tak więc Góra Krzyży została. Jest. Nadal ludzie przynoszą tu krzyże. Z całego świata. Na to Święte Miejsce wędrują również pielgrzymki z Polski.
2. IX. 1993 r. był tutaj papież Jan Paweł II i odprawił uroczyste nabożeństwo, co upamiętnia okazały krzyż stojący przed Górą.






20 wrz 2005

Dolina Issy


Ziemia babci Misi, która nie trzymała z żywymi, lecz z duchami i grzała tyłek przy piecu. Ziemia księdza Peikswy i Magdaleny. Ziemia, gdzie - pisał Miłosz - rodzą się ludzie skłonni do zachowań ekscentrycznych i dalecy od spokoju.

"Issa jest czarna, głęboka, o leniwym prądzie, szczelnie obrosła łoziną; jej powierzchnia miejscami jest ledwie widoczna pod liśćmi lilii wodnych"

"Ginie, to przede wszystkim góra zarosła dębami. W tym, że zbudowano na niej drewniany kościół, kryje się intencja wroga dawnej religii, albo, być może, chęć przejścia od dawnej do nowej bez wstrząsów: na tym miejscu odprawiali kiedyś swoje obrzędy ofiarnicy boga piorunów"

"Między dębami, na zboczu, jest cmentarz, a na nim, w kwadracie łańcuchów łączących kamienne słupki, leżą przodkowie Tomasza z rodziny jego matki."

Kościół, święte dęby i węże

Piękny, słoneczny dzień. Rozglądam się uważnie po cmentarzu koło kościółka w Świętobrości. Kluczę pomiędzy starymi pomnikami i dębami, pod którymi śnią sen wieczny przodkowie Czesława Miłosza. Szukam grobu owej nieszczęsnej, po niesławnej śmierci - upiornej Magdaleny. Lecz zapewne czas rozsypał w proch kopczyk, o który nikt nie dbał, gdyż go nie znalazłam. Zmęczona niepowodzeniem, schodzę w dół, w stronę Niawiaży, którą Czesław Miłosz nazwał w swojej powieści Issą. Pokonuję spadek zbocza doliny na przełaj, pomiędzy starymi dębami. Pewnie gdzieś tędy na białym koniu proboszcza, zjeżdżał do rzeki duch Magdaleny.

Wędruję zamyślona piaszczystą drogą wzdłuż Issy. Rzeka, jak w powieści, ciemna, płynąca leniwie, chaszcze na brzegach. Wokół niej pola i łąki. Z okolicy powiew wiatru przynosi odgłosy życia wsi. Nagle całkiem niedopasowana do nastroju "rzecz" na ścieżce przykuwa mój wzrok. W poprzek drogi, akurat tam, gdzie miałam postawić stopę, leży wysuszone truchło rozjechanego zaskrońca.
"Węże wodne", które obecnie nazywamy zaskrońcami, dawniej, obok dębów, były święte na całej Litwie. Gospodarze wystawiali dla nich na ganek miseczkę z mlekiem i chętnie widzieli je w swoich domostwach, dawniej nie do pomyślenia było zabicie węża. Nawet przypadkiem, gdyż "kto go zabije, przywoła na siebie nieszczęście". No cóż, czasy się zmieniają, a węża szkoda. W każdym razie prastare dęby nadal rosną i czemuś przywodzą mi na myśl "większą niż gdzie indziej ilość diabłów", jak pisał Miłosz.

Tam, gdzie urodził się pisarz

We dworze w Szetejniach 30 czerwca 1911 roku przychodzi na świat Czesław Miłosz. Tu spędza lata swojego dzieciństwa. Tu powraca w wielu swoich utworach.

Szetejnie leżą na wschodnim brzegu Niewiaży, około 70 kilometrów na północ od Kowna, w centrum Litwy, "ziemi mitów i poezji", jak nazwał ją pisarz podczas wykładu noblowskiego w Sztokholmie w 1980 roku.

Noblista ponownie znalazł się w stronach swojego dzieciństwa w 1992 roku, po ponad 50-letniej nieobecności. Otrzymał wtedy stopień doktora honoris causa Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie. Ponadto nadano mu honorowe obywatelstwo Litwy.

Miłosz wiedział, że po czasach sowieckiego kołchozu, z rodzinnej posiadłości niewiele pozostało. Nie było wiec dla niego zaskoczeniem, gdy na miejscu znalazł jedynie zrujnowaną stodołę (świron) i zniszczony park.

W 1997 roku wręczono Czesławowi Miłoszowi akt własności Szetejni. Pisarz przekazał go w darze Fundacji Miejsc Rodzinnych Czesława Miłosza. Fundacji powstała, aby popierać współpracę między naukowcami, literatami i studentami Litwy, Polski oraz innych sąsiednich krajów. Została odbudowana stara stodoła (świron), w której umieszczono centrum konferencyjne.

Po raz ostatni pisarz odwiedził Szetejnie w 1999 roku. W miejscu, w którym dawniej znajdował się dwór, na pamiątkę tego pobytu zasadzono młody dąb.

Opitołoki...

...a dokładniej - biały, otoczony drzewami kościół, ukryty za metalową bramą i drewnianym płotem z kolumienkami z czerwonej cegły. O kościele tym powiedział Cz. Miłosz: "chrzest otrzymałem, wyrzekłem się diabła w parafii Opitołoki kiejdańskiego powiatu."

Odwiedziłam również ten kościół z białą wieżą. Po czym nieśpiesznie, delektując się piękną drogą wzdłuż Niewiaży, która nieczuła na zmiany, leniwie toczy swe czarne wody, jadę w stronę Kiejdan. Miejscowość tą, z dzieciństwa Cz. Miłosz zapamiętał jako punkt, gdzie jeździło się po naftę, mydło i śledzie. Natomiast nam wszystkim, nie związanym urodzeniem z tym terenem, Kiejdany nasuwają skojarzenia z Radziwiłłami. Ale to już zupełnie inna opowieść...

(Litwa 2005)

Cytaty pochodzą z "Doliny Issy" Czesława Miłosza


Issa (Niewiaża)

Stare dęby na zboczy poniżej kościoła

15 sie 2005

Jurewicze


Kraków i Jurewicze na dalekim, białoruskim Polesiu, ponad 400 km od granicy z Polską.
Cóż łączy gwarne i kolorowe duże miasto z odległym rejonem Polesia, prawie bezludnym po wybuchu czarnobylskiego reaktora 20 lat temu?

KRÓLOWA POLESIA

Jedziemy na wschód. Droga jest prosta i szeroka, jak pas startowy dla samolotów. Płasko i sennie po horyzont. Sporadycznie ktoś mija nas z przeciwka.

Po kilku godzinach docieramy do Mozyrza. Na skraju miasta, nad Prypecią, zwraca uwagę ładny barokowy kościół. Bryła świątyni zakrzywioną, falującą linią dachu tworzy harmonijną całość z otaczającymi wzgórzami i przez białą bramę zaprasza do środka. W jasnym wnętrzu, w głównym ołtarzu wchodzący napotyka spojrzenie Matki Boskiej Jurewickiej.

1 lis 2004

Tajemnica ostatniego pochówku Stanisława Augusta Poniatowskiego


Kościół w Wołczynie, z figurą Św. Jana na szczycie

W miejscowości Wołczyn na terenie diecezji Pińskiej znajduje się zrujnowany barokowy kościół ze Św. Janem patrzącym na wschód.
W tym to pięknym kościółku stała kiedyś w bocznej kaplicy trumna ze zwłokami króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz urna z jego wnętrznościami.
W czasie II wojny kaplica grobowa została zbezczeszczona, a szczątki króla rozwleczone po okolicy.
Miejscowi opowiadają, że z urny ktoś zrobił wiadro, a miejscowy kowal, gdy sobie popił, to zakładał koronę pogrzebową króla na głowę i podrywał dziewczyny.
Pewien pan, jak mówią miejscowi, ulitował się i pozbierał szczątki króla, po czym pochował je gdzieś pod drzewami na cmentarzu. Pan ten wyjechał przed laty do Kazachstanu, gdzie listownie próbował go odnaleźć miejscowy proboszcz. Odpowiedź jednak nie nadeszła, więc może list nie odnalazł poszukiwanej osoby, choć jest bardzo prawdopodobne, że pan ten po prostu już nie żył. W każdym razie w dalekim Kazachstanie została być może tajemnica ostatniego grobu króla.
Do Polski powróciły jedynie elementy pochówku Stanisława Augusta Poniatowskiego (trumna itp.)

28 paź 2003

Zona


Białoruś. Wschodnie Polesie jednego z październikowych dni. Jadąc drogą z Chojnik do Bragina po prawej stronie pojawia się droga oraz namalowana czerwoną farbą tabliczka: Острогляды. Skręcamy tam. Niedługo pojawia się następna tablica, tym razem większa:


Niebezpieczeństwo promieniotwórcze
Wejście lub wjazd zabronione
Chrońcie przyrodę
Uwaga kleszcze

Wspomnienie.

Wieczorem, 25 kwietnia 1986 roku załoga reaktora bloku 4 elektrowni jądrowej umiejscowionej około 20 km na północ od Czarnobyla zaczęła przygotowania do testu.

31 sie 2003

Kamieniec Podolski



W pogodny sierpniowy poranek jedziemy dziurawą jak kielecka, ale jednak ukraińską drogą. Wszystko, aż po najmniejszą śrubkę w naszym UAZ-ie, dźwięcznie podskakuje na wybojach. Do momentu, w którym wnętrze samochodu zamieni się w rozpalony piec, zostały jeszcze jakieś dwie godziny. Przed nami coraz wyraźniej widać twierdzę.

Nagle - niespodzianka. Betonowe bloki odgradzają dalszą drogę. A więc historyczny Most Turecki, stanowiący jedyny wjazd do miasta, zamknięty. W dole, w głębokim kanionie o urwistych ścianach kilkudziesięciometrowej wysokości, wije się rzeka Smotrycz.

Most Turecki, stanowiący wjazd do Kamieńca

Po zasięgnięciu języka wiemy, że niebawem most otworzą. Trzeba więc poczekać.
Zabieramy się za śniadanie, a obrazy z przeszłości same nasuwają się przed oczy...

Obrona Kamieńca (przez Sienkiewicza opisana)

W roku 1672 potężna armia turecka przeprawiła się przez Dunaj i skierowała się na północ. Już po wypowiedzeniu wojny, zerwane zostały w Warszawie dwa sejmy i był problrm ze wsparciem dla Kamieńca. Tymczasem w sierpniu Turcy, dysponujący najlepszą techniką wojenną tamtego czasu, stanęli pod murami warowni.
Skutki wcześniejszego lekceważenia potrzeb finansowych warowni przy zerwanych w Warszawie dwóch wojennych sejmach, nie dają na siebie długo czekać. Po tygodniu ciężkiej walki załoga poddaje się.
Zgodnie z postanowieniami traktatu, żołnierze i każdy, kto chce, może opuścić miasto.
Znany z kart powieści Henryka Sienkiewicza pułkownik Jerzy Wołodyjowski, który w rzeczywistości również brał udział w obronie Kamieńca, wyjeżdża na dziedziniec, aby zebrać wojsko i przygotować je do wymarszu. Widzimy więc go, jak siedząc na koniu, wydaje rozkazy.
Nagle okolica zadrżała od potężnego wybuchu prochowni. W tym momencie wypaliły też stojące na dziedzińcu działa.Gdy chmura pyłu opadła, pozostali przy życiu zobaczyli leżące na ziemi, zakrwawione ciało Wołodyjowskiego.
Makowiecki pisze: "Cała tylnia część głowy była wyrwana, kości z czaszki i mózgu ani znaku, jedna twarz w całości się ostała". Ciało złożono w podziemiach kościoła franciszkanów. Przy czym wielu uważało, że do wybuchu świadomie doprowadził dowódca artylerii zamkowej Niemiec, major Heiking, który nie mógł się pogodzić z utratą twierdzy.

Wdowa

Pułkownik Wołodyjowski pozostawił żonę. Z tym, że była nią nie młodziutka, rezolutna Basia, znana z powieści Henryka Sienkiewicza, lecz wcześniej trzykrotnie zamężna, Krystyna Jeziorkowska. Przed oblężeniem wyjechała ona z miasta. Po śmierci Wołodyjowskiego wychodzi piąty raz za mąż. Tym razem za pisarza, Franciszka Dziewanowskiego.

Podwoje otwarte

Przyszedł oczekiwany moment, betonowe przegrody zniknęły i mamy wolną drogę do miasta. Słońce jest już wysoko, żar leje się z nieba, a w głowie kołaczą się Turcy. Lecz nie jest wytworem przegrzanego mózgu obraz, który właśnie mam przed oczami: widok minaretu przed katolicką katedrą.

Minaret i katedra w Kamieńcu Podolskim

Minaret z Matką Boską

Po zdobyciu Kamieńca rozpoczęły się trwające 27 lat rządy Tureckie. Każdy z chrześcijańskich obrządków mógł zachować po jednej świątyni, pozostałe przekształcono w meczety. W ten sposób meczetem stała się katolicka katedra, do której dobudowano minaret.

Kamieniec wrócił do Polski po pokoju w Karłowicach (1699 r.). Zgodnie z umową, minaretu nie zburzono. Ustawiono tylko na nim drewnianą figurę Matki Boskiej. Później zastąpiono ją istniejącą do dziś figurą wykutą ze złoconej miedzi.

Z czasów tureckich pochodzi też stojąca obecnie w kościele muzułmańska kazalnica, przed którą ustawiono tablicę z napisem w języku ukraińskim i polskim: "Ku pamięci Hektora Kamienieckiego
pana stolnika Jerzy Wołodyjowskiego,
że był ideałem rycerskości i szlachetności".


Na szczyt minaretu prowadzą strome kamienne schody. Z wąskiego tarasu pod figurą Matki Boskiej rozpościera się wspaniały widok na twierdzę i miasto. Można też usiąść w spokojnej zadumie na niewielkim cmentarzu przed katedrą, gdzie znajduje się kamienny obelisk w kształcie pnia drzewa, poświęcony pamięci Wołodyjowskiego.

Pozostałe dzieje Kamieńca

W wyniku drugiego rozbioru w 1792 roku Kamieniec przypadł Rosji. W 1918 roku na krótko znalazł się w granicach Polski, jednakże na mocy traktatu ryskiego miasto przypadło Związkowi Radzieckiemu, obecnie należy do Ukrainy.

Wyjazd z miasta

Słońce znalazło się nisko nad horyzontem i zaczęliśmy myśleć o powrocie.
Most, jak się okazało, zamknięty na głucho.
Chcąc wydostać się z miasta, znów zasięgamy języka. Mieszkańcy wskazują w stronę rzeki. Hmm... Może jest tam inny, tajny most, znany tylko nielicznym. Szukamy...szukamy...jeszcze raz pytamy. A więc nie ma mostu. Wyciągnięty palec młodej kobiety w obcisłych dżinsach bez wątpienia wskazuje na wodę.
Jeśli tak - wjeżdżamy w rzekę. Zobaczymy, gdzie nas ta trasa doprowadzi. Po zatoczeniu łuku pod wiszącą na stalowych linkach kładką, dojeżdżamy do drogi wychodzącej wprost z wody (czyli stamtąd, skąd jedziemy). Dalej już znaną trasą do Jazłowca...

 Wbrew pozorom UAZ nie topi się, tylko wyjeżdżamy :-) Ja przeszłam przez widoczną kładkę i robię zdjęcia.

Już po drugiej stronie. Droga wyprowadza prosto z wody.
(sierpień 2003)

Dopisek z 2019r.:
Spotkałam się z internetowym zarzutem, że piszę głupoty, bo mapy google pokazują drogi wyjazdowe z Kamieńca. Hi, hi, hi - ten dopisek jest dla wszystkich ewentualnych niedowiarków. Zwróćcie uwagę na datę mojego pobytu w Kamieńcu. Otóż w tych zamierzchłych czasach nie tylko nie było żadnej sensownej drogi innej niż historyczny most i bród, lecz także nie było jeszcze map google, facebooka ani youtybe. Tak, tak, istniały takie czasy :-)




20 maj 2003

Lustro Twardowskiego


„W Węgrowie, w kościele farnym, znajduje się w zakrystii zwierciadło z metalu białego, płaskie, wysokie cali 22, szerokie 19, z fasetką dokoła, w czarne, szerokie, staroświeckie ramy oprawne, przezroczyste, żadnej skazy na sobie nie mające, rozbite tylko u dołu na czwartą część wysokości.

Podanie miejscowe niesie, że studenci ciskali dawniej w to zwierciadło ciężkimi rzeczami, dlatego, że w nim pokazywały się rozmaite postacie drażniące i straszące ich; na ostatek jeden uderzywszy kluczami kościelnymi roztrzaskał je w ten sposób, iż odtąd dziwacznymi potworami więcej ich nie straszyło. Zwierciadło to należało do czarnoksiężnika Twardowskiego, jak sam napis na ramach białymi literami wyraża:"

Lucjan Siemieński
„Podania i Legendy Polskie, Ruskie i Litewskie"
Poznań 1845.


Napis na ramie głosi: tym zwierciadłem
Twardowski czynił  magiczne sztuczki,
lecz obrócone to zostało na służbę Bożą
(tłumaczenie z łaciny).

Jak przekazy podają, lustro to, po nawróceniu, mistrz Twardowski jako wotum dla Kościoła ofiarował.

Wisi więc teraz w zakrystii, wysoko, pod samym sufitem i spomiędzy starych obrazów, patrzy w dół na szafy z ornatami. Dawno temu zawieszono je ponad ludzkimi głowami, aby nikt się w nim przejrzeć nie mógł. Gdy zakrystia jest otwarta, np. po mszy, można je tam zobaczyć, co ja dokładnie zrobiłam i wtedy też to lustro sfotografowałam.

9 mar 2003

Nad Niemnem

Wiedziona sentymentem pojechałam kiedyś do Bohatyrowicz.


Bohatyrowicze to mała wioska nad Niemnem na południowy wschód od Grodna. Ku mojej radości można w niej było nadal zobaczyć miejsca opisane w powieści Elizy Orzeszkowej "Nad Niemnem".

Niedaleko wsi, na wzniesieniu nad jarem, znajduje się opisana w "Nad Niemnem" mogiła Jana i Cecylii.
Drogę do niej wskazuje wyciągniętą ręka stojąca przy drodze drewniana postać ludzka:


Jedziemy we wskazanym kierunku...


Na zadbanej mogile stoją dwa stare nagrobne kamienie i drewniany pomnik. Dawniej stał na niej spróchniały krzyż z białym napisem: "Jan i Cecylia 1549..."



Później we wsi odnalazłam bardzo stary, lecz ładny, drewniany dom pani Anny Bohatyrowicz, wówczas już staruszki.


Nieopodal, niedaleko wsi Miniewicze, znajduje się opisana w powieści "Nad Niemnen" mogiła powstańcza. Teraz ma nową tablicę, postawioną w 1993 roku.



Tamta okolica jest też bardzo interesująca przyrodniczo. W 1878 r. u wylotu jaru, niedaleko Niemna, badacz Antoni Giedroyć znalazł torfowisko sprzed 100 tys. lat, z mnóstwem rosnących nadal gatunków roślin z epoki międzylodowcowej.

Spokojna, ładna, cicha i zielona okolica. Poniżej piękny Niemen w okolicy Bohatyrowicz.


I na koniec lokalny detal


Sierpień 2003