1 lis 2004

Tajemnica ostatniego pochówku Stanisława Augusta Poniatowskiego


Kościół w Wołczynie, z figurą Św. Jana na szczycie

W miejscowości Wołczyn na terenie diecezji Pińskiej znajduje się zrujnowany barokowy kościół ze Św. Janem patrzącym na wschód.
W tym to pięknym kościółku stała kiedyś w bocznej kaplicy trumna ze zwłokami króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz urna z jego wnętrznościami.
W czasie II wojny kaplica grobowa została zbezczeszczona, a szczątki króla rozwleczone po okolicy.
Miejscowi opowiadają, że z urny ktoś zrobił wiadro, a miejscowy kowal, gdy sobie popił, to zakładał koronę pogrzebową króla na głowę i podrywał dziewczyny.
Pewien pan, jak mówią miejscowi, ulitował się i pozbierał szczątki króla, po czym pochował je gdzieś pod drzewami na cmentarzu. Pan ten wyjechał przed laty do Kazachstanu, gdzie listownie próbował go odnaleźć miejscowy proboszcz. Odpowiedź jednak nie nadeszła, więc może list nie odnalazł poszukiwanej osoby, choć jest bardzo prawdopodobne, że pan ten po prostu już nie żył. W każdym razie w dalekim Kazachstanie została być może tajemnica ostatniego grobu króla.
Do Polski powróciły jedynie elementy pochówku Stanisława Augusta Poniatowskiego (trumna itp.)

28 paź 2003

Zona


Białoruś. Wschodnie Polesie jednego z październikowych dni. Jadąc drogą z Chojnik do Bragina po prawej stronie pojawia się droga oraz namalowana czerwoną farbą tabliczka: Острогляды. Skręcamy tam. Niedługo pojawia się następna tablica, tym razem większa:


Niebezpieczeństwo promieniotwórcze
Wejście lub wjazd zabronione
Chrońcie przyrodę
Uwaga kleszcze

Wspomnienie.

Wieczorem, 25 kwietnia 1986 roku załoga reaktora bloku 4 elektrowni jądrowej umiejscowionej około 20 km na północ od Czarnobyla zaczęła przygotowania do testu.

31 sie 2003

Kamieniec Podolski



W pogodny sierpniowy poranek jedziemy dziurawą jak kielecka, ale jednak ukraińską drogą. Wszystko, aż po najmniejszą śrubkę w naszym UAZ-ie, dźwięcznie podskakuje na wybojach. Do momentu, w którym wnętrze samochodu zamieni się w rozpalony piec, zostały jeszcze jakieś dwie godziny. Przed nami coraz wyraźniej widać twierdzę.

Nagle - niespodzianka. Betonowe bloki odgradzają dalszą drogę. A więc historyczny Most Turecki, stanowiący jedyny wjazd do miasta, zamknięty. W dole, w głębokim kanionie o urwistych ścianach kilkudziesięciometrowej wysokości, wije się rzeka Smotrycz.

Most Turecki, stanowiący wjazd do Kamieńca

Po zasięgnięciu języka wiemy, że niebawem most otworzą. Trzeba więc poczekać.
Zabieramy się za śniadanie, a obrazy z przeszłości same nasuwają się przed oczy...

Obrona Kamieńca (przez Sienkiewicza opisana)

W roku 1672 potężna armia turecka przeprawiła się przez Dunaj i skierowała się na północ. Już po wypowiedzeniu wojny, zerwane zostały w Warszawie dwa sejmy i był problrm ze wsparciem dla Kamieńca. Tymczasem w sierpniu Turcy, dysponujący najlepszą techniką wojenną tamtego czasu, stanęli pod murami warowni.
Skutki wcześniejszego lekceważenia potrzeb finansowych warowni przy zerwanych w Warszawie dwóch wojennych sejmach, nie dają na siebie długo czekać. Po tygodniu ciężkiej walki załoga poddaje się.
Zgodnie z postanowieniami traktatu, żołnierze i każdy, kto chce, może opuścić miasto.
Znany z kart powieści Henryka Sienkiewicza pułkownik Jerzy Wołodyjowski, który w rzeczywistości również brał udział w obronie Kamieńca, wyjeżdża na dziedziniec, aby zebrać wojsko i przygotować je do wymarszu. Widzimy więc go, jak siedząc na koniu, wydaje rozkazy.
Nagle okolica zadrżała od potężnego wybuchu prochowni. W tym momencie wypaliły też stojące na dziedzińcu działa.Gdy chmura pyłu opadła, pozostali przy życiu zobaczyli leżące na ziemi, zakrwawione ciało Wołodyjowskiego.
Makowiecki pisze: "Cała tylnia część głowy była wyrwana, kości z czaszki i mózgu ani znaku, jedna twarz w całości się ostała". Ciało złożono w podziemiach kościoła franciszkanów. Przy czym wielu uważało, że do wybuchu świadomie doprowadził dowódca artylerii zamkowej Niemiec, major Heiking, który nie mógł się pogodzić z utratą twierdzy.

Wdowa

Pułkownik Wołodyjowski pozostawił żonę. Z tym, że była nią nie młodziutka, rezolutna Basia, znana z powieści Henryka Sienkiewicza, lecz wcześniej trzykrotnie zamężna, Krystyna Jeziorkowska. Przed oblężeniem wyjechała ona z miasta. Po śmierci Wołodyjowskiego wychodzi piąty raz za mąż. Tym razem za pisarza, Franciszka Dziewanowskiego.

Podwoje otwarte

Przyszedł oczekiwany moment, betonowe przegrody zniknęły i mamy wolną drogę do miasta. Słońce jest już wysoko, żar leje się z nieba, a w głowie kołaczą się Turcy. Lecz nie jest wytworem przegrzanego mózgu obraz, który właśnie mam przed oczami: widok minaretu przed katolicką katedrą.

Minaret i katedra w Kamieńcu Podolskim

Minaret z Matką Boską

Po zdobyciu Kamieńca rozpoczęły się trwające 27 lat rządy Tureckie. Każdy z chrześcijańskich obrządków mógł zachować po jednej świątyni, pozostałe przekształcono w meczety. W ten sposób meczetem stała się katolicka katedra, do której dobudowano minaret.

Kamieniec wrócił do Polski po pokoju w Karłowicach (1699 r.). Zgodnie z umową, minaretu nie zburzono. Ustawiono tylko na nim drewnianą figurę Matki Boskiej. Później zastąpiono ją istniejącą do dziś figurą wykutą ze złoconej miedzi.

Z czasów tureckich pochodzi też stojąca obecnie w kościele muzułmańska kazalnica, przed którą ustawiono tablicę z napisem w języku ukraińskim i polskim: "Ku pamięci Hektora Kamienieckiego
pana stolnika Jerzy Wołodyjowskiego,
że był ideałem rycerskości i szlachetności".


Na szczyt minaretu prowadzą strome kamienne schody. Z wąskiego tarasu pod figurą Matki Boskiej rozpościera się wspaniały widok na twierdzę i miasto. Można też usiąść w spokojnej zadumie na niewielkim cmentarzu przed katedrą, gdzie znajduje się kamienny obelisk w kształcie pnia drzewa, poświęcony pamięci Wołodyjowskiego.

Pozostałe dzieje Kamieńca

W wyniku drugiego rozbioru w 1792 roku Kamieniec przypadł Rosji. W 1918 roku na krótko znalazł się w granicach Polski, jednakże na mocy traktatu ryskiego miasto przypadło Związkowi Radzieckiemu, obecnie należy do Ukrainy.

Wyjazd z miasta

Słońce znalazło się nisko nad horyzontem i zaczęliśmy myśleć o powrocie.
Most, jak się okazało, zamknięty na głucho.
Chcąc wydostać się z miasta, znów zasięgamy języka. Mieszkańcy wskazują w stronę rzeki. Hmm... Może jest tam inny, tajny most, znany tylko nielicznym. Szukamy...szukamy...jeszcze raz pytamy. A więc nie ma mostu. Wyciągnięty palec młodej kobiety w obcisłych dżinsach bez wątpienia wskazuje na wodę.
Jeśli tak - wjeżdżamy w rzekę. Zobaczymy, gdzie nas ta trasa doprowadzi. Po zatoczeniu łuku pod wiszącą na stalowych linkach kładką, dojeżdżamy do drogi wychodzącej wprost z wody (czyli stamtąd, skąd jedziemy). Dalej już znaną trasą do Jazłowca...

 Wbrew pozorom UAZ nie topi się, tylko wyjeżdżamy :-) Ja przeszłam przez widoczną kładkę i robię zdjęcia.

Już po drugiej stronie. Droga wyprowadza prosto z wody.
(sierpień 2003)

Dopisek z 2019r.:
Spotkałam się z internetowym zarzutem, że piszę głupoty, bo mapy google pokazują drogi wyjazdowe z Kamieńca. Hi, hi, hi - ten dopisek jest dla wszystkich ewentualnych niedowiarków. Zwróćcie uwagę na datę mojego pobytu w Kamieńcu. Otóż w tych zamierzchłych czasach nie tylko nie było żadnej sensownej drogi innej niż historyczny most i bród, lecz także nie było jeszcze map google, facebooka ani youtybe. Tak, tak, istniały takie czasy :-)




20 maj 2003

Lustro Twardowskiego


„W Węgrowie, w kościele farnym, znajduje się w zakrystii zwierciadło z metalu białego, płaskie, wysokie cali 22, szerokie 19, z fasetką dokoła, w czarne, szerokie, staroświeckie ramy oprawne, przezroczyste, żadnej skazy na sobie nie mające, rozbite tylko u dołu na czwartą część wysokości.

Podanie miejscowe niesie, że studenci ciskali dawniej w to zwierciadło ciężkimi rzeczami, dlatego, że w nim pokazywały się rozmaite postacie drażniące i straszące ich; na ostatek jeden uderzywszy kluczami kościelnymi roztrzaskał je w ten sposób, iż odtąd dziwacznymi potworami więcej ich nie straszyło. Zwierciadło to należało do czarnoksiężnika Twardowskiego, jak sam napis na ramach białymi literami wyraża:"

Lucjan Siemieński
„Podania i Legendy Polskie, Ruskie i Litewskie"
Poznań 1845.


Napis na ramie głosi: tym zwierciadłem
Twardowski czynił  magiczne sztuczki,
lecz obrócone to zostało na służbę Bożą
(tłumaczenie z łaciny).

Jak przekazy podają, lustro to, po nawróceniu, mistrz Twardowski jako wotum dla Kościoła ofiarował.

Wisi więc teraz w zakrystii, wysoko, pod samym sufitem i spomiędzy starych obrazów, patrzy w dół na szafy z ornatami. Dawno temu zawieszono je ponad ludzkimi głowami, aby nikt się w nim przejrzeć nie mógł. Gdy zakrystia jest otwarta, np. po mszy, można je tam zobaczyć, co ja dokładnie zrobiłam i wtedy też to lustro sfotografowałam.

9 mar 2003

Nad Niemnem

Wiedziona sentymentem pojechałam kiedyś do Bohatyrowicz.


Bohatyrowicze to mała wioska nad Niemnem na południowy wschód od Grodna. Ku mojej radości można w niej było nadal zobaczyć miejsca opisane w powieści Elizy Orzeszkowej "Nad Niemnem".

Niedaleko wsi, na wzniesieniu nad jarem, znajduje się opisana w "Nad Niemnem" mogiła Jana i Cecylii.
Drogę do niej wskazuje wyciągniętą ręka stojąca przy drodze drewniana postać ludzka:


Jedziemy we wskazanym kierunku...


Na zadbanej mogile stoją dwa stare nagrobne kamienie i drewniany pomnik. Dawniej stał na niej spróchniały krzyż z białym napisem: "Jan i Cecylia 1549..."



Później we wsi odnalazłam bardzo stary, lecz ładny, drewniany dom pani Anny Bohatyrowicz, wówczas już staruszki.


Nieopodal, niedaleko wsi Miniewicze, znajduje się opisana w powieści "Nad Niemnen" mogiła powstańcza. Teraz ma nową tablicę, postawioną w 1993 roku.



Tamta okolica jest też bardzo interesująca przyrodniczo. W 1878 r. u wylotu jaru, niedaleko Niemna, badacz Antoni Giedroyć znalazł torfowisko sprzed 100 tys. lat, z mnóstwem rosnących nadal gatunków roślin z epoki międzylodowcowej.

Spokojna, ładna, cicha i zielona okolica. Poniżej piękny Niemen w okolicy Bohatyrowicz.


I na koniec lokalny detal


Sierpień 2003